Bangkok odwiedziłam po raz 8 tym razem, zabierajac ze soba dziewiątkę przyjacół z nadzieja że zaraże ich moją pasja do podróżowania i że będę miała z kim wracać w te regiony. Nie bez powodu właśnie obrałam Tajlandje , gdyż według mnie jest to idealny początek na przygode z Azją. Kraj ten w 2016 roku odwiedziło ponad 32 miliony turystów i liczba ta z roku na rok rośnie. Oznacza to że jest tu ciągle ciekawie i atrakcji nie brakuje. Wiecej o Bangkoku możecie przeczytać w moim wpisie TU.
Po wylądowaniu i pierwszym mocnym liściu, suchego powietrza w twarz udaliśmy się na zasłużony spoczynek do znanego mi dobrze hotelu Rambutti Village. Po relaxujacej kąpieli i opalanku przy basenie usytuowanym na dachu budynku, ruszyliśmy na przejażdzke tuk tukami po mieście i standardowe zwiedzanie świątyń. Dzień zakończyliśmy tradycyjnym melo na Kao San Road. Rano Ci ,którym udało się wygrać z kacem zabrałam na shooping na Chatu chak market “maj fajwer plejs” z ukochanym Viva bar . Wieczorem zakatowani siedzieliśmy już w nocnym autokarze na poludnie kraju. Oczywiście nie obeszło się bez przygód. Po pierwsze zgubiłam nasz bilet, który odnalazł się jakimś cudem po 3 godzinach w miejscu które spwdzałam 5 milionów razy, ale i bez niego udalo mi sie dogadać, aby nas wpuścili na pokład naszego super ekstra vip busa. Atmosferę ,którą się tu czuje razem z innymi backpakerami z całego świata jest nie zapomniana podobnie jak i smród skarpet, co nie których podróżników. Napewno nikt z nas nie zapomni tez mikroskopijnego kibelka dla krasnoludków, gdzie na drzwiach ochroniarzem był dość napakowany karaluch, którego każdy witał głośnym piskiem. Niestety wyjścia nie było i musieliśmy dzielić go razem ,gdyż postoje nie zdarzają się czesto na tej trasie, zresztą porównując warunki higeniczne w przydrożnych toaletach wolałam już chyba ten w autokarze. Welcome to Azja! Umęczeni i nie dospani po ponad 14sto godzinnej podróży trafiliśmy w końcu do Khao Lak.
Miejsce to 26go grudnia 2004 roku zostało bardzo mocno dotknięte przez tsunami. Najwieksze fale miały wysokość nawet ponad 30 metrów ( Sumatra / Indonezja) , w ogólnym, officjalnym bilansie zgineło wtedy ponad 250 000 osób z czego ok 5400 Tajlandczyków. Odwiedzając to miejsce można zaobserwować ślady tej okropnej katostrofy naturalnej i szczerze czasem mi ciary przechodziły. No, ale nie zabrałam tu przyjaciół , żeby ich straszyć. Chciałam im pokazać coś mniej turystycznego jak Koh Phi Phi czy Phuket, ale w Tajlandji cieżko znaleść jakąś atrakcje nie komercyjną ,choć tu dało się odczuć większy spokój i ciszę, której potrzebowaliśmy po długiej przejazdce. Wybraliśmy tą opcje nie tylko ze wzgledu na cenę, ale bardziej chciałam im pokazać krajobraz tego pieknego kraju. Własnie jadac macie okazje zobaczyc male miasteczka, tropikalna przyrode a takze zakosztowac roznorodnych lokalnych przysmakow podczas postojow.
Khao Lak to spokojne miasteczko odwiedzane bardziej przez emerytów i rodziny z dziećmi, a wiekszosc przybywajacych tu osob obiera ten kierune ze wzgledu na polozone nie daleko rajskie wyspy Similan , ktore rowniez byly i naszym celem. Archipelag ten od 1982 roku zyskal status parku narodowego.
Wyspy Similan sa przede wszystkim zane z 30 niezwyklych miejsc nurkowych (zaliczone do Top 10 na swieta ) rozrzucone po calym archipelagu . W regionie zarejestrowano ponad 200 gatunkow twardych korali. Wyspy te stanowia najwieksze bogactwo zycia morskiego na wodach Tajlandji
gdzie atrakcjami było spływ na bambusowej tratfie po malej rzece w dżungli, krótki zipline czy też d czego przyznaje się z ogromnym wstydem przejażdzka na słoniach. Nigdy wiecej tego nie uczynie i nie namawiam nikogo do korzystania z tych usług , gdyż (nie wiedząc tego wcześniej ) zwierzęta te są lub były tresowane i martretowane. Podobnie jest z róznego rodzaju wystepami i pokazami z udziałem słoni , małp, tygrysów czy krokodyli.
Odchaczyliśmy typowy dzień wakacjusza czyli